środa, 15 lipca 2015

Motocykl gąsienicowy (Francja, 1938 r.) powstał z inicjatywy J. Lehaitre. Gąsienice miały ułatwić poruszanie się po trudnym terenie. Planowano też dodanie karabinu maszynowego, by pojazd nadawał się do działań bojowych.
 

piątek, 10 lipca 2015

Jak często stawiamy przed sobą cele, tym mocniej pragniemy, aby droga do ich realizacji była pozbawiona przeszkód i jasna, byśmy nigdy nie zbłądzili pośród ciemnych zakamarków życia. 
Mając przed sobą jasną drogę dobrze wiemy, że cel przez nas obrany ma szansę realizacji i zyskujemy motywację, by doprowadzić go do końca. A co z nazwami? Czy nazwa może sprawić, że wchłoniemy cały jej przekaz, zrozumiemy ją i będziemy postępować według wartości w niej zawartych? Okazuje się, że każdy element świata nas otaczającego może okazać się motywujący, gdy tylko weźmiemy sobie do serca wszystkie wartościowe elementy, które kryją się nawet tam, gdzie się ich zupełnie nie spodziewamy. Myślę, że tezę tą mógłby potwierdzić Dawid Lange, gdybyśmy tylko potrafili cofnąć się ponad sto lat wstecz, gdyż kamienica przy Jasnej 10, którą zaprojektował jest dowodem na to, że Jasna droga do sukcesu może przynieść zachwycające efekty. Kamienica została zaprojektowana dla Maksymiliana Harczyka, a jej budowę ukończono około roku 1904. Jak przystoi na tamte czasy reprezentuje ona styl eklektyczny z wyraźnymi ukłonami w kierunku secesji. Fasada kamienicy jest zróżnicowana, bogata w secesyjne roślinne zdobienia, a każde piętro charakteryzuje różniący się nieco wystrój. Ostatnia kondygnacja ma charakter mansardowy i zdobią ją rzeźby kobiecych głów, maski i girlandy kwiatowe. Istotną informacją jest, że dom ten jest jedynym w całości zachowanym budynkiem z tamtego okresu w tej części miasta. 

Przed wojną znajdowały się tu jedne z najlepszych adresów Warszawy. Zaledwie trzy lata wcześniej, bo w 1901 roku po drugiej stronie ulicy wzniesiono Filharmonię Warszawską, której bezpośrednie sąsiedztwo z pewnością nadawało splendoru kamienicy pod numerem 10. Jakże pięknym musiało być uczucie wychylenia się przez okno mieszkania od strony ulicy w ciepły letni wieczór i wsłuchanie się w odgłosy Warszawy, przez które choćby nawet na chwilę przebiły się melodyjne dźwięki koncertu, który akurat odbywał się w Filharmonii. A i mieszkania w tej kamienicy były co najmniej przednie. Każdy z apartamentów liczył po sześć, siedem pokoi podczas gdy w całym domu do czasu wybuchu wojny mieszkało zaledwie 12 osób. Można tylko wyobrazić sobie jaki był to luksus w ówczesnej Warszawie walczącej z przeludnieniem. 

Samą wojnę kamienica przetrwała bez druzgoczących zniszczeń przez co możemy podziwiać ją w pełnej krasie do dziś. Niestety jak każdy warszawski dom, który przetrwał koszmar wojny tak i ten ma swój smutny epizod w historii. W czasie powstania kamienicę trafił pocisk zapalający, który zniszczył bramę, jedno z mieszkań i odebrał życie 35 osobom, które ukrywały się w bramie. Po wojnie na mocy przestępczego dekretu Bieruta kamienica została upaństwowiona, co doprowadziło do dewastacji fasady, której dawną świetność przywrócono dopiero ostatnimi czasy. Jak ponad sto lat temu Dawid Lange mógł patrzeć na swoje dzieło tak i my możemy to uczynić teraz. Kamienica przy Jasnej obrazuje dobitnie, że każdy cel może zostać osiągnięty i przynieść najlepsze rezultaty, jeśli tylko damy się ponieść wyobraźni i odnajdziemy do niego jasną drogę.





środa, 8 lipca 2015

W 1931 r. w "Przewodniku Katolickim" ukazało się 10 przykazań dla żon. Moi faworyci to przykazania 5 i 9. Mam jednak ogromną słabość do pięknych sukienek, także ten... mówi się trudno i kupuje...ekhm... to znaczy, żyje się, tak, mówi się trudno i żyje się dalej. ;)
 
 

wtorek, 7 lipca 2015

 

 
 "Matko! Nie żałuj dziecku cukru", czyli reklamy międzywojnia część druga. Najbardziej zaintrygowały mnie te "nieobliczalne skutki" w przypadku podawania niemowlęciu zbyt małych ilości cukru.


 

sobota, 4 lipca 2015

Charleston, jazz, bary z nielegalnym alkoholem i "chłopczyce" zainspirowane przez Coco Chanel. Ach, szalone lata dwudzieste... Może ktoś chciałby się nauczyć kilku podstawowych kroków? A przy okazji mała rada, co robić, gdy jazda taksówką się dłuży. ;)

czwartek, 2 lipca 2015

Pewnie każdemu zdarzyło się choć raz po upalnym dniu wyjść na wieczorny spacer, by schłodzić rozgrzane ciało i uspokoić rozpędzone myśli. Można odnieść wtedy wrażenie, jakbyśmy przenosili się do innej rzeczywistości, a dwa światy, które odwiedzamy rozdzielały niematerialne wrota. Gdy nocne niebo pokryje się gwiazdami staje się bramą, którą możemy poprowadzić nasze marzenia wprost do pięknych wnętrz naszego umysłu, a fasadę rozgrzanego upałem dnia pozostawić na zewnątrz- we wspomnieniach. Najbardziej niewiarygodne jest to, że każde rozważania ocierające się o granice filozofii można potraktować jako opis warszawskiej kamienicy. W powyższym przypadku można go zastosować opowiadając o kamienicy pod numerem 22 stojącej przy jednej z najpiękniejszych ulic Warszawy- Alejach Ujazdowskich. Dom ten został zbudowany przez Władysława Ławrynowicza w 1895 roku według projektu Józefa Piusa Dziekońskiego. Reprezentuje styl neogotycki, z którego wywodzi się największa jej zaleta- przepiękna fasada inspirowana architekturą pałaców weneckich, która powstała na fali poszukiwań tzw. stylu narodowego. Fasada została wykonana z cegły ceramicznej z zakładów Granzowa w Kawęczynie. Gdy patrzymy na front kamienicy możemy oczami wyobraźni ujrzeć na niej całą energie upalnego dnia z różnymi odcieniami słońca, rozgrzanego świata i zacienionymi miejscami niosącymi ulgę żyjącym na nim istotom. Słońce rozpala świat, który opiera się mu w całej swej różnorodności tak jak różnorodne są zdobienia elewacji. Ale tak jak każdy upalny dzień w końcu zbliża się do końca tak i my możemy zbliżyć się do kamienicy i wejść w jej chłodną bramę, by poczuć klimat wieczoru. Gdy tylko przekroczymy drzwi naszym oczom ukaże się wnętrze bramy, której krzyżowe sklepienie nasuwa skojarzenia z wieczornym niebem i gwiazdozbiorem, który to niebo ozdabia. Zamykając za sobą drzwi nie widzimy już rozgrzanej słońcem, ceglanej fasady, lecz przenosimy się kilka godzin do przodu, by móc odetchnąć chłodem kamienicznych murów i móc wpatrywać się w gwiazdozbiór wyrzeźbiony na suficie. Czasem wystarczy tylko kilka kroków, by znaleźć się w innej czasoprzestrzeni, lecz rozpędzeni pośpiechem dnia codziennego nie potrafimy często zwolnić przed nadejściem nocy. Klatka schodowa kamienicy Ławrynowicza wyłożona jest żółto- szarymi kafelkami, a drzwi do mieszkań pomalowane są na kolor kremowo- żółty przez co idąc po schodach można poczuć atmosferę wczesnych godzin wschodzącego dnia. Dodatkowo każde piętro wzbogaca wyrzeźbiona w ścianie biała nisza, która nadaje wnętrzom elegancji. Każdy dzień budzi się, rozkwita, a potem zanika. Noce czasem bywają zbyt długie, a czasem za krótkie w zależności jak wiele życia w nich zawrzemy. Mimo to cały ten proces by mógł wypełnić się w całości potrzebuje 24 godzin. W kamienicy przy Alejach Ujazdowskich 22, by poczuć energię doby wystarczy tylko kilka kroków...








sobota, 27 czerwca 2015

Wakacje to czas idealny na pływanie. Niewiele równie przyjemnych rzeczy można robić, kiedy na dworze jest upał. I choć na razie pogoda nas nie rozpieszcza, to w końcu zrobi się cieplej. A co jeśli ktoś nie umie pływać? Cóż, jest kilka sposobów nauczenia się tego. WTW również miało swoją metodę: pływanie na wędce - 1930 r.

środa, 17 czerwca 2015

Idąc rozświetlonymi słońcem ulicami, chłonąc rozgrzane letnie powietrze falujące w rytm nuconej w myślach piosenki patrzymy często w głąb siebie odnajdując zakamarki otaczających nas myśli, albo po prostu mrużymy oczy przed rażącym nas słońcem i dajemy się ponieść letniemu błogostanowi, który prowadzi nas coraz dalej i dalej podczas naszej wędrówki. Mijamy innych ludzi, mijamy stare mury kradnące słoneczne ciepło i kryjące w sobie o wiele więcej niż kryje gwar zatłoczonej ulicy. Gdy słońce zejdzie już niżej horyzontu i skryje się za dachami możemy spojrzeć nieco wyżej i odkryć to, czego nie dostrzeżemy patrząc tylko przed siebie. Historia nie tylko leży u naszych stóp, lecz także wnosi się ponad nami i by jej dosięgnąć trzeba czasem wspiąć się nieco wyżej ponad szlak codziennej wędrówki. Wiele kamienic w naszej ukochanej Warszawie pięło się ku niebu jeszcze w czasach, gdy nikomu nie śniły się szklane wieżowce. Nazywano je wówczas niebotykami, co jest w pełni zrozumiałe, gdy tylko spojrzymy na pnące się dumnie w górę pięknie zdobione elewacje zwieńczone nierzadko efektownymi hełmami. Jednym z zachowanych niebotyków jest kamienica przy Wilczej 8. Budynek powstał w roku 1907 , a zaprojektował go prawdopodobnie Józef Napoleon Czerwiński, który był autorem wielu luksusowych warszawskich kamienic. Budynek reprezentuje fasada znamionująca styl secesyjny. Szczyt kamienicy liczącej sobie aż osiem pięter wieńczy imponujący, wyniosły hełm. Innymi elementami zwracającymi uwagę obserwatorów są wykusze urozmaicające fasadę oraz okna o zróżnicowanej wielkości. Kamienica przeszła niedawno remont w związku z czym możemy podziwiać jej elegancję w pełnej krasie. Znużony upalną podróżą wędrowiec mijając tą kamienicę chciałby zapewne schłodzić się w zacienionym wnętrzu jej bramy. Otwierając eleganckie drewniane drzwi jego oczom ukazałaby się wówczas przepiękna modernistyczno- barokowa dekoracja z początków XX wieku. Z prawej strony za szybą we wnęce znajduje się kapliczka. Efektowna brama prowadzi do podwórza na środku którego znajduje się estetyczny kwietnik, a którego bijące bielą ściany wspinają się z czterech stron ku niebu sprawiając wrażenie jak gdyby chciały to niebo wessać w głębię podwórza i połączyć z historią kamienicy, która jest zarówna ciekawa jak i mogąca przyprawić o gęsią skórkę. Spacerując ulicą Wilczą nie zdajemy sobie sprawy jak wiele różnych historii kryję się w murach mijanych kamienic i jak wiele mogłyby one same nam opowiedzieć, gdyby tylko mury potrafiły ożyć. Historii krążących wokół kamienicy przy Wilczej 8 jest wiele, ale największą uwagę zwracają te krążące po granicy świata materialnego, tego który tak dobrze znamy. Kamienica pomimo swego piękna kryje w sobie kilka mrocznych historii zarówno pochodzących z okresu międzywojnia jak i tych bardziej współczesnych. Jedno w tych historiach jest pewnego- w tym domu popełniono kilka morderstw. Jak wiadomo wokół takich wydarzeń zawsze rodzą się legendy, które z biegiem lat nabierają coraz głębszej tajemniczości. Mieszkańcy kamienicy wielokrotnie relacjonowali, że ich spokój zakłóca niewyjaśnione pukanie w ścianach, odgłosy kroków na pustej klatce schodowej. Żywe są relacje o widmie starszej kobiety ukazującym się na parterze, które po dotknięciu miało rozpływać się w powietrzu. Również zwierzęta miały się wielokrotnie zachowywać co najmniej dziwnie jak gdyby wyczuwały czyjąś obecność. Wiele z tych historii brzmi nierealnie, ale jak wiadomo w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Jednego zarzucić nie można- każdy ponad stuletni budynek kryje w sobie wiele historii zarówno tych radosnych jak i tych tragicznych, a każde składają się na życiorys takiego budynku, który sprawia, że mury przestają być tylko murami, a zaczynają żyć. Kamienica przy Wilczej 8 stojąc od ponad stu lat na warszawskiej ziemi jest prawdziwą skarbnicą wspomnień i historii, których opowiedzenie zajęło by pewnie długie godziny. Kamienica stoi nieopodal miejsca, gdzie Wilcza krzyżuje się z Mokotowską, a następnie z Alejami Ujazdowskimi. To jeden z najbardziej "przedwojennych" fragmentów miasta, a stare mury wciąż żyją i patrzą na Warszawę, która dumnie trwa i trwać będzie kolejne setki lat...






piątek, 5 czerwca 2015

"Nie kochać w taką noc to grzech
Gdy sercu serca brak
Bez tego pusty dźwięk ma śmiech
I wino traci smak
Nie kochać w taką noc to grzech
Gdy tęsknią serca dwa
Gdy ktoś miłości wart jak ty
Ktoś o niej śni jak ja
Czy dzień czy wiek cię znam
To przecież rzecz obojętna
Przyjemnie z sobą nam
W tę dziwną, pijaną noc
Nie kochać w taka noc to grzech
Kochajmy póki czas
Niech miłość wejdzie w krew i myśl
Niech porwie dziś i nas!"

czwartek, 28 maja 2015


"Mała tabletka, a skuteczna", czyli przykład reklamy z czasów międzywojnia. 
 

niedziela, 24 maja 2015

Wstaje słońce, a wraz z nim budzi się kolejny niedzielny dzień. Tradycyjnie niedziela uchodzi za dzień odpoczynku, dzień w sam raz na spacer, dlatego i ja o nim pomyślałam. Będzie to krótki spacer ulicami Warszawy 1938 r., w czasie którego zobaczymy jak dawniej wyglądał miejski, niedzielny dzień.

piątek, 15 maja 2015

Wszyscy kochamy muzykę. Muzyka nadaje rytm naszemu życiu, pozwala ukoić myśli i zawsze, gdy ją słyszymy pozwala dostrzec odmienną wersję świata tak inną od szumu codzienności. Muzyka rzeźbi kształty i profile naszego życia, a wielu z nas bez niej nie potrafiło by go zbudować...
Pytanie, co muzyka ma wspólnego z warszawską kamienicą, a dokładnie z kamienicą przy ulicy Hożej 39? Patrząc na nią można raczej wyobrazić sobie kojącą ciszę jaka kryje się za jej murami, a nie głównego jej oponenta- muzykę. A jednak.
Za każdym razem, gdy spoglądamy na bogato zdobione elewacje kamienic zachwycamy się bogactwem ich zdobień, prezencją wykuszy i autentycznością detalu. Podziwiamy dawnych budowniczych za ich umiejętności nadawania budynkom duszy i sprawiania, że budynek zdawał się przemawiać do nas swą formą, bądź jeszcze dalej- grać melodię ukrytą gdzieś w dekoracyjnej. harmonii. Uruchamiając wyobraźnię możemy odczytać na bogatej elewacji, czy w półmroku zdobionej bramy zapisane tam nuty które w swych pamiętającym dawne czasy przekazie łączą sie w piękną melodię i ożywiają mury, które niejedno widziały i które stały się domem dla wielu pokoleń.
Kamienica przy Hożej 39 jest wyjątkowa pod tym względem. Ale o tym za chwilę. Wybudowana w 1911 roku przez znaną wówczas ze swej architektury warszawską firmę Józef Napoleon Czerwiński & Wacław Heppen w stylu wczesnomodernistycznym. Ta słynna firma przed I wojną światową obdarowała Warszawę wieloma kamienicami czynszowymi, które nie ustępowały w żadnym stopniu ich paryskim odpowiednikom. Do dziś nad bramą można spostrzec podpis projektantów oraz datę budowy. Fasada budynku jest opracowana w najdrobniejszym szczególe. Dwukondygnacyjna partia cokołowa jest wykonana z granitu w dolnych partiach. Spłaszczone wykusze sprawiają wrażenie jak gdyby fasada falowała do zmieniającej tempo melodii na skrzypce, ale rozwinięcie symfonii nastąpi dopiero, gdy wejdziemy w bramę. Pierwsze spojrzenie od razu zabiera dech w piersiach. Takie bramy odwiedzamy przecież zwiedzając muzea pałacowe, a nie w budynkach mieszkalnych! Brama sprawia imponujące wrażenie, niczym sień pałacu. Wejście na klatkę schodowa poprzedza ganek i jest podpierane przez dwie kolumny. Delikatna muzyka skrzypiec sącząca się ze zdobień fasady wybucha tu prawdziwą energią pełnego instrumentarium. Czy teraz jest to warte docenienia? Z pewnością, ale proszę wyobrazić sobie jak prawdziwy był ten odbiór w latach dwudziestych XX wieku, gdy właścicielką kamienicy była primadonna operetki warszawskiej Wiktoria Kawecka.
"Andzia! To był największy, warszawski szlagier początku XX wieku. Nucono go wszędzie, w biurach, na ulicach, w maglu i mieszczańskich salonach. O radiu nikt jeszcze nie marzył, ale kto mógł i kogo było na to stać, spieszył na koncerty Wiktorii Kaweckiej - bodaj największej ówczesnej gwiazdy piosenki w Warszawie. Ańdzia", rzecz jasna nie była jej jedynym szlagierem.. Gwiazda zasłynęła także z pięknego gwizdania na scenie. "Bez instrumentu, gwiżdżąc, potrafiła robić muzykę" - wspominał Józef Galewski. Gwizdaniem pani Kaweckiej tak się zachwycił bajecznie bogaty, warszawski cukiernik Edmund Gwizdalski, że podarował jej nowiutką willę Wersal w Skolimowie koło Konstancina. Wnętrze budynku ozdobiły, dziś starannie restaurowane, malunki i gipsowe medaliony z wizerunkiem primadonny."
Można tylko wyobrazić sobie śpiew primadonny szykującej się do koncertu, niosący się podwórzem kamienicy ku niebu i ożywiający popołudniowe cienie chowające się przed słońcem w zakamarkach. Czy można trafić na bardziej rozśpiewana kamienicę? Ciekawostką też jest, ze kamienica posiada dwa podwórza, co przed wojną nie było niczym szczególnym, natomiast współcześnie robi wrażenie. Kamienica żyła także swoim życiem. Tuż przy bramie działała cukierenka Cukropol, gdzie można było uraczyć się smacznymi pączkami i babeczkami. Na prawo od bramy mieścił się zakład szewski specjalizujący się w wyrobie eleganckich butów z cholewami z ciemnobrązowej skóry. Obok warsztatu znajdował się zakład fryzjerski, a na poddaszu kilka hotelowych pokoi dla studentów. Oficynę zamieszkiwał pisarz Cezary Jellenta autor powieści "Książę o turkusowych oczach". Właścicielka kamienicy zmarła w 1929 roku pozostawiając ogromny spadek w skład którego wchodził min. 52 karatowy brylant. Zamilkł więc śpiew primadonny jeszcze przed nadejściem lat 30-tych, ale kamienica trwała przypominając swym wystrojem najpiękniejsze operowe pieśni. Gdy teraz spojrzymy na kamienicę naszą uwagę zwraca brak zwieńczenia. Utracone podczas II wojny pseudobarokowe szczyty zdobiące wysoki dach nie zostały póki co przywrócone. Orkiestra gra dalej, lecz jeden z muzyków co jakiś czas fałszuje...
Cytat:

http://hoza39.prv.pl/historia.html