piątek, 7 sierpnia 2015

Krótka Rzecz o dzisiejszej architekturze.
Każdy z nas gdzieś mieszka i każdy chce mieszkać. Mieszkanie czasem traktujemy jako miejsce, gdzie trzymamy swoje rzeczy, a czasami jako takie, które chcemy nazwać domem. Na ogół nie zastanawiamy się nad tym jak nasze mieszkanie, a szerzej- budynek w którym mieszkamy ma wyglądać. Oczywiście na taki zarzut każdy odpowiedziałby, że jak to, że przecież dba o swój dom i chce by wyglądał on jak najlepiej i był najpiękniejszy jak to możliwe. Sporo w tym racji, ale tylko w przypadku, gdy spojrzymy jedynie na obecne budownictwo i jego cechy i nie będziemy patrzyli nieco za siebie, by nie dostrzec, że to co za nami nie zawsze jest gorsze od tego, co nas oczekuje. Obecnie mało kto zastanawia się nad jakością architektury, w której mieszka. Wedle szerokiej opinii ma ona być przede wszystkim funkcjonalna, a jej wygląd ma być oparty na jak najmniej skomplikowanych bryłach. Prowadzi to do sytuacji, że architektura staje się wtórna, nudna i traci całkowicie na naszej uwadze. Mieszkamy w architekturze, korzystamy z niej, ale jednocześnie jesteśmy jakby poza nią, a ona staje się niezauważonym elementem krajobrazu.

Czy tak koniecznie musi być?

Architektura była nieodłącznym elementem człowieka od czasów najdawniejszych. Każda epoka charakteryzowała się swoim odmiennym stylem architektury, który oddawał styl myślenia, ale także i emocje żyjących w danym okresie ludzi. Z architektury każdego okresu zachowali się reprezentanci, którzy stoją do dziś i cieszą oko każdego, kto na nich spojrzy. Czy obecna architektura prostoty i wtórności przetrwa kilka następnych wieków? Szczerze należy w to wątpić, bo pomijając lichą konstrukcję, która nie jest przystosowana do długowieczności należy podkreślić, że żaden projekt obecnych czasów nie wyróżnia się na tyle, by stać się unikatowym, kiedykolwiek.

A teraz wróćmy do meritum sprawy. Czy od własnego mieszkania nie należy wymagać czegoś więcej? Mieszkając chcemy czuć się komfortowo, przytulnie i bezpiecznie. Czy obecne budownictwo tworzone na zasadzie kopiuj/wklej jest w stanie w pełni nam takie poczucie zapewnić? Jeszcze przed stu laty, gdy budowano czynszową kamienicę dbano nie tylko o wygodę przyszłych mieszkańców, ale także o ich wrażenia artystyczne i poczucie dobrego smaku. Mieszkaniec takiej kamienicy budząc się rano w swojej sypialni patrzył na zdobiące sufit sztukaterie, wychodził z niej przez eleganckie, szerokie drzwi wprost do salonu, w którym stąpał po drewnianym, ułożonym we wzory drewnianym parkiecie, by następnie zjeść śniadanie siedząc przy eleganckim, również drewnianym stole pod pięknym żyrandolem i sufitem zdobionym według indywidualnych wzorów. Następnie mieszkaniec takiej kamienicy wychodził przez rzeźbione drzwi frontowe na elegancką klatkę schodową, urozmaiconą zdobionymi niszami, w których często stały przeróżne rzeźby, schodził po marmurowych schodach trzymając się kutej balustrady, a następnie opuszczał budynek przez bajecznie dekorowaną najróżniejszymi rzeźbionymi elementami bramę.Wychodząc na ulicę spoglądał jeszcze na elewację, która z reguły była ukoronowaniem całości kamienicy i reprezentowała często wiele stylów, które były ze sobą doskonale skomponowane. Mieszkaniec takiej kamienicy czuł się z nią związany emocjonalnie, gdyż była jedyna w swoim rodzaju i wracając do niej znużony przebytym dniem mógł poczuć się w niej jak we własnym domu, który zawsze niesie ukojenie. Zapraszając gości mógł szczycić się wyjątkowością swego domu i utożsamiać z nim odbywając dalekie podróże i widząc jak mieszkają inni. Dawniej architektura była częścią człowieka i wpływała jak i mobilizowała jego poczucia estetyczne.
Dziś niestety architektura stała się tylko koniecznością. Wychodząc ze swojego kwadratowego bloku i spoglądając na jego nudną, płaską fasadę czasem warto się zastanowić, czy aż tak wiele obecnie przeszkadza, by móc budować ponownie architekturę, która będzie dla ludzi,  nie tylko po to, by było gdzie zostawić swoje rzeczy.

Dla umocnienia dzisiejszego przekazu krótki przedstawiamy kolejna kamienicę, która mamy nadzieje obroni tezy przedstawione wyżej.
Historia kamienicy stojącej przy ulicy Mokotowskiej 65 sięga aż 1784 roku. W 1819 została ona opisana jako piętrowa z wystawką. Pomiędzy rokiem 1866, a 1868 budynek otrzymał drugie piętro. W 1893 roku kamienica została zakupiona przez Eliasza Elbingera, który w latach 1896- 1897 rozbudował kamienicę o kolejne oficyny. W roku 1904 został ukończony nowy budynek frontowy, który możemy podziwiać do dziś. Kamienicę ozdabia niezwykle bogata, neobarokowa elewacja, która niedawno została odrestaurowana po dewastacji, która została dokonana w 1964 roku. Prawdziwą perełkę zobaczymy jednak wchodząc w bramę, która swym bogactwem zdobień stawia tę kamienicę w warszawskiej, a nawet i polskiej czołówce. Obserwując bogactwo detali sufitowych kierujemy się do pięknie udekorowanych drzwi prowadzących na klatkę schodową. Gdy przekroczymy próg naszym oczom ukazuję się wyłożony kafelkami piec. Podłoga wyłożona jest płytkami o eleganckich wzorach. W bocznej ścianie na każdym piętrze wykuta jest ozdobna nisza w kolorze piaskowym o bogatych zdobieniach. Do mieszkań prowadzą rzeźbione drzwi nad którymi zawieszono ozdobne portale. Można tylko pozazdrościć mieszkańcom wrażeń estetycznych, których doświadczają każdego dnia, gdy wychodzą z domu. Mieszkańcom budownictwa modernistycznego nigdy nie będzie dane zaciekawić się architekturą, w której mieszkają.

Budynek frontowy kamienicy przy Mokotowskiej 65 został w ostatnich latach wyremontowany, więc dziś możemy oglądać go w pełnej krasie. Na remont czeka nadal tylna oficyna, która po dewastacji z lat 60-tych stała się niezwykłym kontrastem dla lśniącego elegancją budynku od strony ulicy. Po środku podwórza granica pomiędzy obiema częściami jest tak wyraźna jak granica pomiędzy cywilizacją, a barbarzyństwem.











wtorek, 4 sierpnia 2015

Podobno najlepszym przyjacielem człowieka jest pies. Czy aby na pewno? ;)

niedziela, 2 sierpnia 2015

Gdy staniemy na stabilnej ziemi, świat wyda się nieco bardziej stabilny niż z perspektywy kolejki górskiej, a emocje po całodziennej zabawie w lunaparku już nieco opadną możemy korzystając z przyjemnej pogody wybrać się na przechadzkę praskimi ulicami. Wśród dźwięków harmonii wypływających z mijanych bram możemy przyglądać się XIX wiecznym kamienicom, których nie dopadł wojenny bieg losu tak znany domom śródmiejskim. Biorąc na odwagę zapuszczamy się w coraz głębsze zakamarki, gdzie wśród czerwonych cegieł ukrywa się historia pełna barwnych opowieści o praskich zabawach, charakternych mieszkańcach i ulicach pełnych szyku, którego czasem nawet Warszawiak mógł pozazdrościć.

Zawędrowaliśmy na ulicę Ząbkowską, jedną z ulic- symboli Starej Pragi. W dawnych czasach, gdy Warszawa swą wielkością wykraczała niewiele poza obręb dzisiejszej starówki przy Ząbkowskiej stał ratusz miasteczka Skaryszewa, a kawałek dalej w miejscu dzisiejszego Konesera folwark Szmula Zbytkowera. W 1770 roku, gdy Ząbkowska liczyła już sobie 20 domów przecięto ja wałem na wysokości dzisiejszej Markowskiej, który został zlikwidowany w 1889 roku, gdy ulicę włączono do Warszawy. Pod koniec XIX wieku w miejscu folwarku postawiono wytwórnię wódek "Koneser", której budynki (obecnie rewitalizowane) stoją do dziś. W 1868 roku pożar strawił około 30 drewnianych domów w miejscu których zaczęto wznosić murowane kamienice stojące do dziś. W 1919 roku ulicą poprowadzono linię tramwajową w stronę Michałowa (pętla przy Kawęczyńskiej), która została zlikwidowana w roku 1968. 
Ząbkowska od zawsze miała charakter handlowy. Już w XIX wieku osiedliło się przy niej wielu kupców, handlowców i sklepikarzy. W parterach kamienic działało wiele małych sklepików, a ich rozwój miał duży związek z mieszczącym się nieopodal Bazarem Różyckiego, na który od strony Ząbkowskiej prowadziło jedno z wejść. Przy ulicy Ząbkowskiej mieszkał także duży procent ludności żydowskiej. Najciekawszym fragmentem ulicy jest odcinek między Targową, a Brzeską, gdzie zachowało się wiele kamienic przekrojowo od lat 60 XIX wieku do lat 30 XX. Kamienice mają swój unikatowy klimat i wystrojem zewnętrznym różnią się od tych w Śródmieściu. Po roku 2000 ulica przeszła stopniowy remont, który przywrócił jej dawną świetność. Na krótkim odcinku zachowano oryginalny bruk sprowadzony ponad 100 lat temu ze Szwecji oraz fragment torów tramwajowych. Do lat 40 na rogu Targowej pod numerem 1 stał drewniany dworek z podcieniami, zwany dworkiem Korzeniowskich. Jest szansa na przywrócenie Pradze tego budynku, ale wszystko zależy od determinacji władz miasta.

Idąc ulicą Ząbkowską możemy poczuć klimat tego miejsca sprzed stu lat. Z bram kamienic w upalny dzień bije chłód i zapach wilgoci, a drewniane okiennice na parterach przywołują skojarzenia ze starymi sklepikami, które przechodziły z ojca na syna, a w ich tajemniczych wnętrzach można było nabyć wiele ciekawych artykułów targując wcześniej cenę. Przejeżdżające po bruku samochody tworzą hałas zagłuszając słowa, ale warto wtedy sobie wyobrazić, że jeszcze przed stu laty słychać było tu tylko stuk końskich kopyt, nawoływania woźniców, a nieco później zgrzyt tramwajów. 
Chciałoby się wsiąść, a wysiąść- już niekoniecznie.








wtorek, 28 lipca 2015

 


Kolejka górska, diabelskie młyny, wieża spadochronowa, gabinety krzywych luster, beczki śmiechu, zjeżdżalnia, strzelnica… Czego by tam nie było? Każdy mógł znaleźć coś dla siebie! Luna Park „100 pociech” oferował mnóstwo atrakcji. Został utworzony w Parku Praskim w 1930 r. i działał do czasów wojny. Oprócz atrakcji typowych dla wesołego miasteczka znajdowały się tam letnie ogródki i teatrzyki, a w powietrzu rozchodziły się dźwięki melodii przygrywanych przez kapele i orkiestry. Czyż nie byłoby pięknie, gdyby "100 pociech" powróciło do Parku Praskiego?



Największą atrakcją była kolejka górska. Najpierw powoli, powoli wspinała się pod górę, a potem sium i już wagonik pędził w dół. Kolejka była oświetlona, więc nawet po zmroku można było się na niej bawić. Inną atrakcją była wieża spadochronowa o wysokości 28 metrów, skoki odbywały się z 20. Wieża przetrwała aż do 1975 r. – w tym roku została pocięta i przeznaczona na złom. Został po niej tylko trójkątny fundament, który można zobaczyć w parku od strony Wybrzeża Helskiego.
 
 
 
W 1932 r. „100 pociech” zagrało w filmie „Legion ulicy”. Sam film zaginął w czasie wojny. Pozostały po nim jedynie recenzje i zdjęcia, w tym zdjęcie jednej z gier zręcznościowych wykonane właśnie w Luna Parku.

 
 

poniedziałek, 27 lipca 2015

Dawni podróżnicy przepływając bezkresne oceany, walcząc ze sztormami i przeciwstawiając się wszelkim przeciwnościom po wielu miesiącach, czy latach dobijali w końcu do brzegu nieznanego lądu. Nie wiedzieli, co czeka ich za gęstwiną zarośli okalających plażę, ale nawet największe wątpliwości nie były w stanie powstrzymać ich żądzy odkrywania. Dziś już nie ma nieodkrytych lądów, na których można doznać kulturowego szoku stykając się z tubylcami. Obecnie prawie wszystko jest ujednolicane, przez co staje się nudne i płytkie. Ale na szczęście "prawie", gdyż są jeszcze takie miejsca, które zachowały w jakimś stopniu swą dozę odmienności i to "coś", co sprawia, że odwiedzając je mamy wrażenie, że przenieśliśmy się do innego świata. Takie miejsce jest również w Warszawie. Wystarczy tylko przeprawić się przez Wisłę, stanąć na piaszczystej plaży i przejść przez gąszcz brzegowych zarośli. Nie potrzeba wehikułu czasu, by poczuć się jak dawny odkrywca. Trzeba tylko przeprawić się (nawet i mostem) ze strony warszawskiej na stronę praską. Na moment zostawiamy za sobą ruchliwe Śródmieście i przenosimy się do dzielnicy, która jak żadna inna zachowała w sobie wiele z przedwojennego miasta, ma swój własny koloryt, folklor i szyk.

Praga Północ. Jeszcze z lewego brzegu Wisły naszą uwagę zwracają dwie strzeliste wieże katedry św. Floriana. Są to najwyższe, ale nie jedyne z kilku praskich wież. Dziś zajmiemy się kamienicą, która również wzbogaca panoramę Pragi swą narożną wieżą, która jest niezwykle charakterystyczna nie tylko wśród praskich, ale również warszawskich kamienic, a sam dom stoi przy jednej z najbardziej charakterystycznych ulic prawej strony miasta.

Kamienica stojąca przy Ząbkowskiej 2 powstała w latach 1913- 1914. Została zaprojektowana przez nieznanego dziś architekta dla panów Szeina i Tychońskiego w stylu wczesnomodernitycznym. Kamienica jest czteropiętrowa z poddaszem i wewnętrznym podwórzem otoczonym oficynami. Na parterze znajdują się duże witryny sklepowe, które miały zachęcać przechodniów do odwiedzenia sklepów. Ciekawostką jest, że takie witryny ze sklepami umieszczono również od podwórza, dzięki czemu przestrzeń ta stała się kameralnym publicznym placem. Fasada jak zostało wspomniane wyżej jest wczesnomodernistyczna, przez co nie posiada bogatych zdobień, ale mimo to jest urządzona z gustowną elegancją. Patrząc na kamienicę nie sposób przeoczyć jej największego symbolu: wieżyczki zwieńczonej hełmem ze strzelistą iglicą. W słoneczny dzień hełm wieżyczki mieni się w promieniach błyszcząc przechodniom w oczy, a ostra iglica wydaje się ciąć obłoki nie pozwalając im zasłonić słońca. Kamienica w 2002 roku przeszła gruntowny remont, dzięki któremu możemy do dziś oglądać ją w pełnej krasie tak jak czynili to dawni mieszkańcy Pragi śpieszący codziennie po zakupy na pobliski bazar Różyckiego. Gdyby wspiąć się na wieżyczkę można by ujrzeć dachy Praskich kamienic, a gdzieś ponad nimi może przebiły by się wieże kościołów na starówce. Gdyby nauczyć się spoglądać na świat z odpowiedniej perspektywy można by było powiedzieć, że czas niekiedy staje w miejscu, a my możemy trwać w nim tak długo jak tego chcemy.











sobota, 25 lipca 2015

„Rzuć bracie blage i chodź na Pragę”, zachęcają słowa znanej piosenki. Takiemu zaproszeniu się nie odmawia! Zaopatrzeni w aparat i my poszliśmy na Pragę. Efektem jest między innymi post o kolejnej kamienicy, który już wkrótce się pojawi. :)
Co do samej piosenki, „Chodź na Pragę” to przebój z rewii „Uśmiech Warszawy” wystawionej w 1930 r. w Morskim Oku, w której trójkę łobuzów zagrali: Janina Sokołowska, Stanisława Nowicka i Władysław Walter.
Warszawski humor, scenki obyczajowe... jak tu nie lubić tej piosenki? Słowa napisał Tadeusz Stach, a muzykę skomponował Artur Gold. Wymieniony w refrenie Luna Park „100 pociech” powstał na terenie Parku Praskiego w 1930 r., ale o nim oddzielny wpis w następnym tygodniu. :)


U nas na Pradze są rozrywki kurtularne,
Ale najlepszy w Parku Praskim – lunapark
U nasz się tańczy tylko tanga popularne
Z dziewczyną, co ma czerwień buraczkowych warg.

Ref: Rzuć bracie blage i chodź na Prage
Weź grube lage, melonik tyż
Zobaczysz blagie, dziewczynki nagie!
Każda na wage, ma to co wisz.
Byle łamage i Babe Jage
U nasz się bierze pod żeberko i za kark.
Więc podnieś flage, weź na odwage i chodź na Prage
Pod lunapark

Jesteśmy z tamtej strony Wisły, z naprzeciwka.
Mamy swój fason i swój własny szyk.
Gdy nam na wódkę brak, lubimy popić piwka.
W tem nie dorówna nam warszawski żaden łyk

Ref: Rzuć bracie blage...

Nasz tam nie bawi żaden bejc i żadne radio.
Tylko harmonia, to instrument nasz.
A kiedy bracie tańczysz z naszą Leokadia,
To wtedy w łapie najmniej ze sto kilo masz!

Ref: Rzuć bracie blage...

czwartek, 23 lipca 2015

Czasem w upalny dzień, gdy cień panujący w podwórzu kamienicy zbyt mocno kontrastuje z błękitem nieba wiszącym nad głową, a słońce muska jedynie gzymsy u szczytu podwórza warto wyjść przez bramę na rozświetloną latem ulicę. Jak mocno musi uderzać w oczy blask jasnych fasad, które w blasku słońca wydają się wręcz świecić światłem tak odmiennym od tego panującego w półmroku bram! Takie wrażenie mogli mieć i nadal mogą mieszkańcy kamienic przy jednej z najciekawszych ulic Warszawy, która w swym krótkim biegu zachowała tak wiele z przedwojennego miasta. Mowa o ulicy Próżnej znajdującej się w Śródmieściu Północnym i wchodząca w swej zachodniej części w niezwykle klimatyczny Plac Grzybowski. Próżna swą nazwę otrzymała w 1770 roku. Wzięła się ona stąd, że początkowo biegła wśród ogrodów i brakowało przy niej zabudowy.

W 1880 roku została przebita do Placu Grzybowskiego po uprzednim rozebraniu kamienicy Adolphów, która stała w miejscu obecnego zachodniego wylotu ulicy. W tamtych latach nastąpiła również intensywna rozbudowa ulicy, której owocem stały się wysokie kamienice. W nieistniejącej już kamienicy pod numerem 10 mieściło się amerykańskie towarzystwo International Bell Telephone, które otrzymało od rządu rosyjskiego 20- letnią koncesję na budowę i eksploatację sieci telefonicznej w Warszawie. W tym miejscu mieściła się również pierwsza w Warszawie centrala telefoniczna. Pod koniec XIX wieku na Próżnej intensywnie rozwijał się handel, szczególnie metalurgiczny, co miało związek z bliskością ulicy Marszałkowskiej i Placu Grzybowskiego. Również tym okresie na Próżnej zamieszkało wiele ludności żydowskiej. Wraz z nadejściem wojny ulica dzieliła ponure czasy okupacji z całym miastem. Jeszcze w 1939 roku część zabudowy ulicy spłonęła. W 1940 roku zachodnia część ulicy znalazła się na terenie getta, ale została z niego wyłączona kilka miesięcy później. Podczas powstania warszawskiego między kamienicami 9 i 14 wyrosła barykada zamykająca wylot Próżnej na Plac Grzybowski. W 1944 roku zniszczeniu uległa większość zabudowy środkowej i wschodniej części ulicy.

Przy obecnej Próżnej zachowały się cztery kamienice pod numerami 7, 9, 12 i 14. Jedną z ciekawostek jest to, że w kamienicy pod prawdopodobnie numerem 12 mieściła się siedziba Spółdzielni Pracy "Woreczek" będąca przykrywką dla organizacji przestępczej kierowanej przez Filipa Merynosa, opisanej przez Leopolda Tyrmanda w powieści Zły. Jednak kamienice, które przetrwały wojnę w niezłym stanie, w wyniku barbarzyńskiej działalności prowadzonej na polecenie Gomułki w latach 60-tych zostały ogołocone ze wszelkich zdobień i doprowadzone do ruiny. Ulica jeszcze do niedawna sprawiała wrażenie jakby wojna skończyła się wczoraj...

Jednak w ostatnich latach dzięki współpracy miasta i prywatnych inwestorów udało się przywrócić ulicy dawną świetność. Przywrócono elewacje trzem z czterech kamienic, a asfalt zastąpiono starobrukiem. Teraz przechadzając się Próżną w słoneczny dzień możemy odnieść wrażenie, ze ta ulicy świeci własnym blaskiem. Świeżo odremontowane fasady doskonale odnajdują się w słonecznych promieniach i pozwalają pomarzyć, że to nie tylko blask słońca, ale również światło przeszłości, które świecić będzie dłużej niż trwa dzień...











wtorek, 21 lipca 2015

Tak wiele się wydarzyło, a tak niewiele się zmieniło. Przesłanie niestety wciąż jest bardzo aktualne.

czwartek, 16 lipca 2015

Czy każdy lubi wycieczki? Pewnie większość z nas odpowiedziałaby, że tak. Wycieczki w nieodkryte miejsca pozwalają nam oderwać się od codzienności, którą znamy aż za dobrze i poznać inny świat, który zawsze pozostawia w nas swoją cząstkę. A jeśli wycieczka wydaje się zbyt banalna, zbyt oczywista, a jej cel zbyt łatwy do przewidzenia wówczas wybieramy się na wyprawę. Wyprawa zawsze przyniesie nam ten dreszczyk emocji i tą ekscytująca niepewność tego, co czeka na jej końcu. Wyprawy zawsze kojarzą się z miejscami zgoła niedostępnymi na co dzień, z miejscami do których dostanie się wymaga większej odwagi i sprawności, a i same miejsca muszą być niecodzienne i najczęściej oddalone od cywilizacji. Jak dużym zaskoczeniem może okazać się fakt, że wyprawę można zorganizować w samym środku tętniącej życiem Warszawy, że można ją zorganizować do wnętrza podwórzy przedwojennej kamienicy...?

Kamienica zbudowana dla Arona Oppenheima przez architekta Leona Stanisława Drewsa została ukończona przed rokiem 1914. Jej fasadę znamionuje wczesny modernizm z oszczędnie rozrzuconymi płaskorzeźbami o humorystycznej tematyce. Kamienica jest ogromna. Jej siedem kondygnacji pnie się ku niebu i w bardziej pochmurne, mgliste dni szczyt kamienicy zdaje się niemal zatapiać w chmury. W części frontowej zlokalizowane zostały luksusowe mieszkania, w których poza wieloma pomieszczeniami nierzadko mieściła się sala bankietowa. W dalszej części kamienicy w oficynach mieściły się już mniejsze mieszkania adresowane do uboższych mieszkańców. Kamienica posiada aż trzy podwórza- studnie, co jest śródmiejskim unikatem. Jednym z najbardziej znanych mieszkańców kamienicy był Dawid Przepiórka, pierwszy oficjalny mistrz Polski i wicemistrz świata w szachach. W jego mieszkaniu mieścił się niezwykle cenny księgozbiór z zakresu matematyki i gier w szachy...

Otwieramy drzwi do bramy. Wita nas powietrze dość duszne, gdyż na zewnątrz ulica rozgrzana jest słońcem. Drzwi zamykają się i gwar ulicy przycicha nieco. Idziemy bramą o dość prostym wystroju. Wszak kamienica jest modernistyczna. Niski sufit bramy kończy się nagle i nad nami otwiera się prawdziwa przestrzeń. Wchodzimy na pierwsze podwórze i od razu doznajemy wrażenia jakbyśmy weszli gdzieś głęboko, a świat, z którego przyszliśmy pozostał daleko w górze. Wysokie na siedem kondygnacji ściany otaczają nas z czterech stron i dają poczucie jakbyśmy znaleźli się w autentycznej studni, a wypukłe kształty ścian wciągają nas w dół niczym wir. Dźwięki nieco wydłużają się przez specyficzne echo panujące w tym miejscu. Na środku podwórza stoi kapliczka, przy której warto przystanąć na chwilę tak jak czynili to mieszkańcy tego domu w ponurych czasach okupacji. Po chwili udajemy się dalej, Wchodzimy w kolejną bramę, już nieco węższą. Po chwili naszym oczom ukazuje się drugie podwórze. Jest mniejsze od pierwszego. Niebo zwęża się do kształtu mniejszego prostokąta, a ciemnobrązowa barwa ścian nasuwa skojarzenia głębokiej jaskini. Cel wyprawy jest nieco dalej, więc przesuwamy się trzecią bramą całkiem już ciasną do ostatniego podwórza. Niczym w głębokiej grocie robi się chłodno, a słońce ukrywa się już na dobre za grubymi murami. Hałas ulicy cichnie zupełnie. Jesteśmy u celu. Trzecie podwórze jest ciasne i mroczne, chłodne i ciche, Miasto pozostało za nami. W tej krainie wiecznego cienia jesteśmy tylko my i ponad stuletnie mury, które tak jak my stoją niewzruszone i obojętne na rozgrzane słońcem, ruchliwe miasto. Ono jest na zewnątrz. Daleko.