sobota, 7 listopada 2015

Kolejna czarująca piosenka, która przywołuje klimat międzywojnia. :) W tle możemy zobaczyć porównanie dawnego i współczesnego Nowego Światu.

czwartek, 5 listopada 2015

Czasem warto otworzyć bramę nieco szerzej i wejść na pałacowe salony. Wśród wytwornych wnętrz można poczuć blask dawnych epok, czasów gdy po bogatych pomieszczeniach przechadzali się wytworni Państwo rozmawiając o sztuce i konwenansach znanych tylko sobie. Te czasy przeminęły, ale pozostawiły po sobie trwałą pamiątkę w postaci klasycznej architektury. Dziś opuścimy na chwilę warszawskie kamienice i przejdziemy się spacerem po sąsiedzku- do warszawskiego pałacu.

Pałac Karnickich stojący przy Alejach Ujazdowskich pod numerem 39 został wzniesiony w roku 1877 według projektu architekta Józefa Hussa. Jest wybitnym dziełem neorenesansu w Warszawie z architekturą nawiązującą do wzorców włoskich jednak widoczne są też wyraźnie wpływy berlińskie, czego potwierdzeniem może być fakt, że Pałac mógł zostać zbudowany na wzór berlińskiego Domu Gersona przy Bellevuestrasse. Pałac Karnickich był siedzibą senatora Jana Karnickiego i powstał jako niewielki, acz wytworny miejski pałacyk. Fasada budynku przypomina willę i cechuje się formami późnego włoskiego renesansu.
Oto jak Pałac został opisany na stronie niemieckiego instytutu historycznego, który się w nim mieści: http://www.dhi.waw.pl:

"Gzymsy dzielą oba górne piętra, zdobi je gzyms koronujący i kroksztyny. Nad nimi znajduje się jeszcze attyka. Loggia z kolumnami korynckimi na pierwszym i drugim piętrze dopełnia harmonijnego wrażenia całości.
Okna loggii są na pierwszym piętrze u góry okrągłe, na drugim prostokątne. Swoisty kształt mają także obramienia okienne w tym segmencie nieznacznie wysuniętej fasady. Na pierwszym piętrze część belkowania podtrzymują pilastry. Na drugim natomiast zastosowano skromniejsze obramienia okien z prostymi gzymsami nadokiennymi. Bardzo pięknie opracował Huss także prawą część fasady nad wejściem do budynku. Obok okien znajdują się tam blendy (tj. ślepe otwory), połączone z nimi wspólnymi obramieniami, co sprawia, że ta część fasady wygląda na nieco szerszą niż w rzeczywistości.

O architektonicznej kreatywności Hussa świadczy również wjazd na dziedziniec, na którym przez wiele lat, aż do okresu powojennego, znajdował się zieleniec. Tę skromną lecz wytworną część budynku podkreślają toskańskie pilastry wspierające łuki jarzmowe. Owe okrągłe łuki kontrastują z płaskim stropem, dzięki czemu brama wjazdowa sprawia wrażenie przestronniejszej. Fasada od strony dziedzińca otrzymała o wiele skromniejszy wygląd niż fasada od strony ulicy, ale i ona została podzielona przez lizeny, przebiegające z góry na dół przy bramie wjazdowej. W drugiej części fasady na pierwszym piętrze widnieje balkon z ozdobną żeliwną balustradą. W pałacu znajdują się dwie klatki schodowe. W środkowej części budynku, na wysokości loggii i nieco poniżej, mieszczą się od strony ulicy i dziedzińca duże, czworokątne sale reprezentacyjne."

Do wybuchu II wojny światowej pałac zamieszkiwało wiele znamienitych osób. Jego pierwotny właściciel Jak Karnicki, polski szlachcic pochodzący z Inflant pozostawił go swojej córce, która po jego śmierci sprzedała Pałac 14 stycznia 1905 roku hrabinie Annie Komar-Gawrońskiej, w której posiadaniu pozostał on do roku 1943. Tuż przed końcem II wojny światowej Pałac nabył Jerzy Woynicz-Sianorzęcki, który zmarł podczas powstania. W czasie powstania w pewnym stopniu zniszczeniu uległo wyposażenie pałacu. 

W okresie PRL Pałac został odebrany właścicielom. Zagnieździły się w nim rozmaite instytucje państwowe, które dokonały wielu zmian niszcząc zabytkową tkankę architektoniczną.

W 1995 Anna Sianożęcka odzyskała Pałac na własność. Rok później Pałac nabył Zbigniew Niemczycki i zlecił jego renowację, podczas której wymieniono stropy, schody wyłożono jak niegdyś białym marmurem karraryjskim, a na podstawie zachowanych fragmentów zrekonstruowano również sztukaterie. Od nowa powstały malowidła na szkle w ślepych otworach ściany zachodniej dawnej północnej klatki schodowej.

Pałac Karnickich dzięki udanej renowacji może znów cieszyć oczy przechodniów i jego użytkowników i przypominać o latach świetności i o rozwoju  Warszawy w czasach belle epoque.












Zdjęcia wnętrz pochodzą ze strony: http://www.dhi.waw.pl/pl/instytut/lokalizacja-i-godziny-otwarcia/palac-karnickich-architektura-i-historia-siedziby-niemieckiego-instytutu-historycznego-w-warszawie.html




sobota, 31 października 2015

Piosenka świetnie pasująca do sobotniego wieczoru. :) W oryginale utwór ten wykonywała Zula Pogorzelska. Słowa napisał Andrzej Włast, a muzykę skomponował Artur Gold.

czwartek, 29 października 2015

Czasem dobrze jest cofnąć się w czasie.
Zostawić duszne pomieszczenia bez duszy przesycone suchym powietrzem z klimatyzatorów i rozmowami z bezdźwięcznych słów i oddalić się na tyle daleko, by nie dosięgało nas już przemysłowe światło halogenowych lamp. Ściany myśli, płaskie i kanciaste prowadzące w dół razem ze schodami ku wyjściu z kolejnego dnia warto zostawić zamknięte za drzwiami magazynu niechcianych spraw i udać się na parking marzeń. Stamtąd wyruszyć można w podróż do lepszego życia, gdzie wszystko było trwałe niczym marmurowe salony i nie tak przejrzyste jak szkło dzisiejszych biurowców. Świat niedosłowności i subtelności, w którym elegancja wiodła prym na zmianę z kulturą i prawdziwą sztuką jeszcze istnieje, choć niedostępny jest dla wszystkich. W swej intymnej dostojności gości tych, którzy potrafią marzyć nie tylko dniem jutrzejszym. Każdy kto potrafi wierzyć, ze piękno kiedyś jeszcze powróci odnajdzie klucz do tego miejsca w chwili, w której najmniej się tego spodziewa.

Gmach Stowarzyszenia Techników Polskich (NOT) jest miejscem magicznym. Wchodząc do środka można zostawić cały obecny świat z jego wadami w progu i w pełni rozkoszować się minioną epoką sprzed wojny, która tkwi jeszcze żywo w tych murach pomimo upływu czasu i jego bolesnych kart. Ludzie doświadczeni bezdusznością XXI wiecznego świata mogą doznać w tym miejscu wrażenia, że architektura żyje i czuje tak samo jak ludzie. Idąc po wyłożonych miękkim dywanem schodach na kolejne kondygnacje można dostrzec w wyobraźni tych eleganckich ludzi, którzy niegdyś przybywali tu na liczne konferencje naukowe i rodzące się na nich wielkie pomysły. Nikt wtedy jeszcze nie znał wyścigu szczurów i bezwonnej kawy z automatu.

Gmach został ulokowany przy ulicy Czackiego 3/5 (wówczas Włodzimierzowska) według projektu inż. arch. Jana Fijałkowskiego, który wygrał zarządzony wcześniej konkurs na rzecz budowy siedziby Stowarzyszenia Techników. Głównym wykonawcą zostało Biuro Architektoniczno- Budowlane "Rogóyski, Bracia Horn i Rupniewicz". Budowę rozpoczęto 31 lipca 1903 roku na działce uprzednio zakupionej za kwotę 120 tysięcy rubli i zakończono 25 listopada 1905 roku. Równolegle z budową został opracowany projekt wystroju zewnętrznego i wewnętrznego.  
Rzeźbiarz Zygmunt Oko wykonał projekt trzech symbolicznych rzeźb na fasadzie budynku. Na szczycie gmachu umiejscowił postaci Dedala i Ikara, które niestety nie dotrwały do czasów współczesnych.
Nad głównym wejściem, na wysokości drugiego piętra ustawił dwie rzeźby: Archimedesa i kobietę z promieniami radu, symbolizujących przeszłość i przyszłość. W kartuszu nad wejściem do budynku umieszczono napis łaciński: ARTIBUS TECHNICIS MCMIV. Te rzeźby możemy podziwiać do dziś.

Najważniejszym elementem wystroju wewnętrznego był plafon na głównej klatce schodowej, przedstawiający pochód ludzkości w ogniu rewolucji ku lepszej przyszłości pt. "Odrodzenie" autorstwa Stanisława Bohusz- Siestrzeńcewicza.

We wrześniu 1939 roku w wyniku bombardowań spłonęło trzecie i czwarte piętro. Po upadku Powstania Niemcy podpalili pozostałą część gmachu. W wyniku tego pożaru zniszczeniu uległo wyposażenie wnętrz i bogata dekoracja sztukatorska, uległy zawaleniu stropy i ściany działowe. 
Po zakończeniu wojny polscy inżynierowie podjęli wysiłek odbudowy zniszczonego gmachu, który w został oddany w całości w 1949 roku. Niestety zrezygnowano z odtworzenia niektórych części bogatej sztukaterii i artystycznych wymalowań wnętrz, natomiast przywrócono secesyjny wygląd elewacji zewnętrznej, która obecnie jest jedną z najbogatszych (a może nawet najbogatszą) pod względem wystroju w Warszawie. Wnętrza gmachu pomimo niektórych uproszczeń podczas odbudowy wciąż imponują bogactwem wystroju i elegancją, która tak zagubiła się w dzisiejszych czasach.
Czasem dobrze jest cofnąć się w czasie, nawet gdy kalendarz wciąż idzie naprzód.













wtorek, 27 października 2015

Ta niezwykła moc pasty Colgate! Świeży oddech i od razu miłość kwitnie. :D

sobota, 24 października 2015

Dancing w Adrii, eleganckie pary, a w tle piosenka o Warszawie. :) Gdzie się podziały tamte dancingi?

czwartek, 22 października 2015

Jesienne liście ozdobiły miasto złocistymi barwami czerwieni i zamieniły parki w prawdziwe salony wyłożone wielokształtnymi dywanami. Październikowy wiatr zmierzwi nie raz żółte włosie tych dywanów i roztańczy je wysoko wśród ulic zamieniając miejskie powietrze w prawdziwy bal kolorowych par. Czasem któryś z liści opadnie zmęczony tańcem i oprze się o mury kamienicy, która patrzy spokojnie jak przemija czas, kolejny rok który nadał jeszcze więcej trwałości jej historii. Piękno warszawskich kamienic można czasem porównać do jesieni, gdyż są tak wielobarwne jak ona i jak ona nie dają się zimie zmieniających się trendów.

Wyłaniając się z pięknych alejek Ogrodu Saskiego, które w październiku przybierają barwę złota docieramy do ulicy Aleksandra Fredry, gdzie pod numerem 6 stoi nawet nie kamienica, a Gmach Banku Zachodniego, który opierając się wielu zimom historii dziś stoi dumnie ubrany w najznamienitsze szaty.

Gmach został wzniesiony w latach 1896- 1897 według projektu Józefa Piusa Dziekońskiego na zlecenia pierwszego jego właściciela- Hipolita Wawelberga. Bank Zachodni był wówczas czwartym pod względem wielkości bankiem w Królestwie Polskim. W 1913 roku Gmach został rozbudowany o dodatkowe skrzydło przy ulicy Niecałej, w którym mieścił się budynek mieszkalny oraz magazyn również według projektu Dziekońskiego. Podczas II wojny światowej budynek przejęli Niemcy i składowali w nim min. amunicję. Wojnę Gmach przetrwał bez większych zniszczeń, o czym świadczy fakt, ze był jednym z niewielu zadaszonych budynków w Warszawie. W 1946 roku Bank Zachodni utracił swoją licencję i był sukcesywnie likwidowany do 1953 roku kiedy został upaństwowiony. Również po wojnie budynek ulegał stopniowej dewastacji i grabieży, a wiele ozdobnych elementów wystroju min. ozdobna wstęga fryzu, zostało zniszczonych bądź rozkradzionych. Dodatkowo w 1967 roku według panującego wówczas gomułkowskiego trendu elegancką fasadę zdewastowano.

Interesującym faktem jest epizod działalności Komitetu Obywatelskiego Solidarności, który w Gmachu przy Fredry organizował wybory z 4 czerwca 1989 roku.
W latach 1995- 1997 fasada została gruntownie zrekonstruowana, dzięki czemu możemy dziś podziwiać ten jeden z najbardziej eleganckich budynków Warszawy w pełnej krasie i mieć przed oczami żywy pomnik jak kiedyś potrafiono wznosić w pełni funkcjonalne i przy tym eleganckie budynki użyteczności publicznej i porównać do czasów obecnych, gdzie taką umiejętność wybitnie zatracono.

Poniżej zamieszczamy charakterystykę budynku znajdującą się na Wikipedii: "Wysoki cokół budowli wraz z kondygnacją przyziemia pokryty został płytami groszkowanej rustyki. W oknach suteren znajdują się ozdobne, sowo wybrzuszone kraty, a w ryzalicie zachodnim pomieszczono przejazd bramny. Otwór wejściowy zaopatrzony został w drzwi żelazne z kutymi kratami, zaprojektowano w ryzalicie wschodnim. Wszystkie otwory okienne mają zamknięcia półkoliste. Zworniki okien parteru ozdobione są kobiecymi maskami, okna pierwszego piętra otrzymały oprawy w formie edykułów z kolumienkami kompozytowymi i trójkątnymi przyczółkami, których tympanony wypełnione są motywami muszli. Otwory okienne w ryzalitach tej kondygnacji, dekorowanych na skrajach groszkowaną rustyką ze strzępiami, miały poszerzone kroje i zostały zaopatrzone w balkony z tralkowymi balustradami. Ściany pokryto boniami płytowymi. Okna z trójkątnymi naczółkami, osadzone w ryzalitach drugiego piętra otrzymały takie same balkony. Pozostałe okna tej kondygnacji uzyskały naczółki w formie wycinków koła. Szeroki pas fryzu pod wydatnym gzymsem koronującym rozczłonkowany został wieloma otworami. Pola między okienkami wypełniono motywami festonów i girland."




















wtorek, 20 października 2015

Postanowiliśmy nadać odrobinę regularności naszej stronie. Co to oznacza? Od dziś w każdy wtorek zamieszczać będziemy reklamy, czwartki przeznaczymy na kamienice, a weekendy - jakżeby inaczej - na rozrywkę. W pozostałe dni będziemy wrzucać to, co akurat przyjdzie nam do głowy. ;)
Chcecie, abyśmy, o czymś napisali? Macie ciekawe propozycje? Powiadamiajcie nas , a być może wkrótce pojawi się to na naszej stronie. :)
Tymczasem poniżej zamieszczamy kilka reklam radia :)
 



 

sobota, 17 października 2015

Prawdziwie jesienny pełen uroku walc, który kocham. Takie utwory sprawiają, że jesień staje się piękniejsza. :)

wtorek, 13 października 2015

Cóż lepszego może człowiekowi się przytrafić w jesienną, deszczową pogodę niż łyk złocistego trunku, który zawsze przynosi ulgę, gdy ckliwo w sercu i żołądku? ;) Poniżej przedstawiamy kilka reklam piwa z Browarów Warszawskich Haberbusch i Schiele oraz najsłynniejszą wówczas reklamę piwa żywieckiego, która znajdowała się na nieistniejącej dziś kamienicy Pinkusa Lothego (obecna Rotunda). Warszawa posiada bardzo głębokie tradycje browarnicze sięgające średniowiecza, niestety dziś mocno zaniedbane.